poniedziałek, 13 kwietnia 2020

LWÓW - BARWNY ŚWIAT KATEDRY ORMIAŃSKIEJ



     
   We Lwowie spędziłam tylko jeden dzień, standardowa wycieczka według ustalonego planu. Najważniejsze wrażenie, jakie pozostało? - Lwów potrafi zaskoczyć, na plus i na minus...Jedna z największych osobliwości to Katedra Ormiańska. Można przejść obok 
w ogóle nie zwracając na nią uwagi...Jest całkowicie ukryta w ciągu ruchliwej, głównej, pełnej ludzi i sklepów ulicy. Cała bryła budynku schowała się za kamienicami, które szczelnie przyległy do ścian kościelnego przedsionka. Wejście cofnęło się za żelazną bramę 
i swoją skromnością nie przyciąga wzroku idących mimo. Tylko tłumek ludzi świadczy o tym, że jest tu coś interesującego. Na szaroburej fasadzie nad wejściem zawisł prosty krzyż. Wchodzimy...W przedsionku wita nas chaczkar, kwietny krzyż, charakterystyczny symbol ormiańskich chrześcijan. 
   W środku najpierw problem ze wzrokiem, który musi przyzwyczaić się do panującego tu mroku, ale gdy to nastąpi, problem ze wzrokiem wcale nie mija...teraz ze względu na artystyczne cudo, które schowało się za niepozornym wejściem.


poniedziałek, 30 marca 2020

RUMUNIA - Zamek w Hunedoarze - twierdza czarnego kruka



    Czego jak czego, ale gór i zamków to w Rumunii nie brakuje. Można by w sumie ułożyć sobie objazdową trasę wycieczki od zamku do zamku i byłoby to bardzo ciekawe przeżycie. Odwiedziłam kilka, a wśród nich ten najbardziej baśniowy i tajemniczy z wyglądu, książkowy wzorzec - zamek w Hunedoarze.  
Ma wszystko, co potrzeba:

 - stoi nad przepaścią - no prawie przepaścią, przynajmniej z jednej strony, 
- u podnóża wije się broniąca dostępu rzeka - co prawda kiedyś była większa, no ale jest,   
- dostać się do zamku można tylko po długim moście wystawiając się na strzały obrońców - gdyby na zamku czekali akurat nie na ciebie, 
- no i przede wszystkim zamek sam w sobie - strzelający w niebo szpiczastymi, pięknymi wieżami, z tajemniczym, dość ponurym dziedzińcem otoczonym połatanymi, prawie pozbawionymi okien zmurszałymi ścianami i ciemnymi przejściami.

    Zamek ma długą historię, ma też różne powstałe w odległych okresach części - od najstarszych, kamiennych, ciemnych, przypominających lochy do najnowszych elegancko gotyckich i renesansowych.


TROCHĘ HISTORII
   Na przełomie XII i XIIIw. powstała w tym miejscu, na wzgórzu nad rzeką Cerną, mała warownia. W XIVw. przeszła ona w ręce panujących na terenach obecnej Rumunii i Węgier francuskich Andegawenów. Po śmierci ostatniego z andegaweńskiego rodu władzę objął Zygmunt Luksemburski, który podarował Hunedoarę  wołoskiemu kniaziowi Vojkowi. Około 1387r. z matki Elżbiety z Hunyady i ojca Vojka przyszedł tu na świat chłopiec nazywany Jánosem. Został wybitnym wodzem węgierskim, dla nas znanym jako ten, który pomógł wprowadzić na tron węgierski Władysława III Warneńczyka. Po klęsce armii węgierskiej pod Warną i śmierci Władysława został regentem Węgier. Po ustąpieniu z regencji został wojewodą siedmiogrodzkim i naczelnym hetmanem. Wsławił się pokonaniem Turków pod Belgradem. W XVw. odziedziczył swój rodzinny zamek dziś nazywany Hunedoar. Czytając historie związane z tematem można się trochę poplątać ze względu na używanie różnych nazw -  węgierski János Hunyadi, rumuński Iancu de Hunedoara i nazywany z łaciny Ioannes Corvinus to ta sama osoba. Potem, w latach 1446 - 53 zamek przeszedł w ręce syna Jána - Michała Corvina. 

  ARCHITEKTONICZNA ŚCIEŻKA ROZWOJU

   W 1444r. Jan Hunyady rozpoczął wielką rozbudowę rodzinnej fortecy. Powstały wtedy dwa pierścienie murów obronnych z wieżami. Nowością oprócz wież prostokątnych były wieże okrągłe. Trzy - Wieża Capistrano - od nazwiska zakonnego spowiednika, przyklejona do ścian Sali Rycerskiej, Wieża Niezamieszkana i Wieża Bębniarzy - przeznaczone były na więzienia. 
   Czwarta, najlepiej widoczna Wieża Buzdyganów, była budowlą obronną. Udekorowana była ledwo dziś widocznym geometrycznym wzorem, za to z daleka widać wieńczącą stożkowy dach postać brązowego rycerza z chorągwią.





piątek, 21 lutego 2020

ZŁAP FOTKĘ - PIĘKNA ZIMA NAD BAŁTYKIEM... HEL





























ŚWIDNICA - KOŚCIÓŁ POKOJU


   Wojna trzydziestoletnia (1618-48) zakończyła się podpisaniem traktatu westfalskiego, 
na mocy którego cesarz Ferdynand III Habsburg dał prawo luteranom zamieszkującym Dolny Śląsk do budowy trzech kościołów. Powstały trzy - w Świdnicy, Jaworze i Głogowie.
  Najmniej szczęścia miała świątynia z Głogowa - uległa pożarom i huraganom i w XVIIIw. zamieniła się w zgliszcza. Biorąc pod uwagę materiały i sposób budowy, o czym za chwilę - trudno się temu dziwić...Albo inaczej - dziwić się trzeba, że wciąż istnieją pozostałe dwie. 
Są największymi drewnianymi budynkami religijnymi w Polsce i w 2001r. zostały wpisane na listę UNESCO. 




   Wracając do historii - decyzja cesarza Ferdynanda była przemyślana - kościoły miały być tymczasowym rozwiązaniem łagodzącym spory religijne, tak więc zgoda na budowę była obwarowana ostrymi warunkami: kościół mógł powstać poza murami miasta, ale nie dalej niż na odległość strzału z armaty z murów miejskich - gdyby trzeba go było zlikwidować, nie mógł mieć wież i dzwonów, budowa mogła trwać najdłużej rok, dozwolonymi materiałami budowlanymi były drewno, słoma, glina i piasek, finansować mogli je tylko protestanci, wokół świątyń nie mogła powstawać dodatkowa infrastruktura, np. szkoły parafialne.
   Czy w takiej sytuacji mogło powstać coś wyjątkowego? Oj mogło, chociaż zewnętrzne szachulcowe mury tego nie zapowiadają. 



   Genialny projekt architekta Albrechta von Saebischa opierał się na drewnianej konstrukcji ryglowej, co wbrew przewidywaniom dało budowli stabilność i trwałość, pozostałe nietrwałe materiały można było w miarę potrzeb wymieniać.
  Na podziw zasługuje też tempo budowy - kamień węgielny położono w sierpniu 1656r., 
a pierwsze nabożeństwo odprawiono już w czerwcu 1657r. Tak więc niepotrzebny był nawet ten warunkowy jeden rok...
   Kościół ma 1090mkw, mieści 7500 wiernych - 3000 miejsc siedzących, reszta stojących. Aż trudno wyobrazić sobie tę świątynię wypełnioną ludźmi zajmującymi miejsca we wszystkich lożach, antresolach i balkonach.

  Z zewnątrz kościół wydaje się duży, ale prosty i skromny, za to po wejściu napada na nas barokowy przepych. W pierwszej chwili naprawdę nie można się zorientować we wnętrzu 
i nie wiadomo, na co najpierw patrzeć...



   Kiedy już minie pierwsze łoł, zacznijmy patrzeć selektywnie:

niedziela, 2 lutego 2020

FOTOWYCIECZKI - ROZTOCZE - SZUMY NA TANWI

 
   Tanew to 113-kilometrowa malownicza rzeka meandrująca po południowym Roztoczu. Jej początek skrywa się w bagnach objętych rezerwatem "Źródła Tanwi" między wsiami Stara Huta i Złomy Ruskie. Drugi z rezerwatów "Nad Tanwią" znajduje się w okolicach wsi Susiec
i obejmuje fragment rzeki, której dno uległo unikatowemu przekształceniu w wyniku ruchów geologicznych w trzeciorzędzie. Rzeka przepływa przez tzw. krawędź Roztocza biegnącą między fałdem Europy Zachodniej i płytą Europy Wschodniej. Między Wyżyną Roztocza 
a obniżeniem Kotliny Sandomierskiej wykształciły się skalne progi, po których szemrze sobie Tanew. Na terenie rezerwatu jest ich 24. Niby takie rzeczne wodospadki nie są jakąś rzadką sprawą, ale zwykle przebiegają one w poprzek biegu rzeki, tutaj układają się mniej lub bardziej ukośnie tnąc wodę w różnych kierunkach. Spacer w rezerwacie to 17km okrężnej ścieżki wśród lasów, piasków, nad rzeką, w ciszy....no może nie zawsze, bo ludzi tu nie brakuje. 
  Początek i koniec znajduje się w Suścu, oznakowany jest niebieskim szlakiem. Na terenie rezerwatu oprócz Tanwi przepływa także mniejsza rzeka Jeleń tocząca czyściutką wodę po piaszczystym dnie. 
  Okolice Tanwi to przyrodniczo jedne z piękniejszych rejonów Roztocza. 

Najpierw las...














































Potem meandry Jelenia...czyściutka woda spływa po jasnym piasku, prawie nie widać jej na zdjęciach.