poniedziałek, 13 kwietnia 2020

LWÓW - BARWNY ŚWIAT KATEDRY ORMIAŃSKIEJ



     
   We Lwowie spędziłam tylko jeden dzień, standardowa wycieczka według ustalonego planu. Najważniejsze wrażenie, jakie pozostało? - Lwów potrafi zaskoczyć, na plus i na minus...Jedna z największych osobliwości to Katedra Ormiańska. Można przejść obok 
w ogóle nie zwracając na nią uwagi...Jest całkowicie ukryta w ciągu ruchliwej, głównej, pełnej ludzi i sklepów ulicy. Cała bryła budynku schowała się za kamienicami, które szczelnie przyległy do ścian kościelnego przedsionka. Wejście cofnęło się za żelazną bramę 
i swoją skromnością nie przyciąga wzroku idących mimo. Tylko tłumek ludzi świadczy o tym, że jest tu coś interesującego. Na szaroburej fasadzie nad wejściem zawisł prosty krzyż. Wchodzimy...W przedsionku wita nas chaczkar, kwietny krzyż, charakterystyczny symbol ormiańskich chrześcijan. 
   W środku najpierw problem ze wzrokiem, który musi przyzwyczaić się do panującego tu mroku, ale gdy to nastąpi, problem ze wzrokiem wcale nie mija...teraz ze względu na artystyczne cudo, które schowało się za niepozornym wejściem.




Trochę historii:
Pierwsza wybudowana w tym miejscu w XIIIw. świątynia była drewniana. Wybrano dla niej piękne wezwanie Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Grzegorza Oświeciciela.
W XIVw. w miejsce drewnianej zaczęto budować nową. Znani są jej fundatorzy - Jakub 
z Kaffy na Krymie i Panos, syn Abrahama. Najstarsza, zachowana do dziś część świątyni, datowana jest na lata 1356-1363 i swym wyglądem nawiązuje do budowanych wówczas kościołów armeńskich. Pozostało po niej prezbiterium z absydami i kopułą.
W tym czasie Ormianie byli wciąż mało znaczącą mniejszością, aż do 1363r., kiedy Kazimierz Wielki ustanowił Lwów stolicą arcybiskupstwa ormiańskiego i nadał im odrębność sądową 
i wyznaniową. W XVIw. do kościoła dobudowano wolno stojącą dzwonnicę. W XVII ze względu na zawirowania i naciski Ormianie przyjęli katolicyzm, 
w świątyni podjęto prace mające upodobnić ją do kościołów rzymsko - katolickich: powiększono nawę, pojawiła się ambona i konfesjonały. Liturgia pozostała nadal staroormiańska i w takim była sprawowana języku. Od XIXw. Ormianie mieli się coraz gorzej, pojawiły się koncepcje likwidacji wyznania ormiańskiego w Polsce. Jednym z najżarliwszych obrońców był arcybiskup lwowski, ksiądz Izaak Mikołaj Issakowicz, dzięki niemu wydany został używany do dziś Brewiarz Ormiański. Mimo trudności w 1908r. rozpoczęła się wielka rozbudowa kościoła przerwana I wojną światową. Po wojnie podczas renowacji najstarszej części odkryto fragmenty starych polichromii, podsunęło to pomysł pokrycia malaturą powstającej na nowo świątyni. Zgodnie z ormiańską tradycją mozaiki i malatura miałyby pokrywać wszelkie dostępne fragmenty ścian i sufitów. Zaczęto więc szukać odpowiednich artystów. 
   O artystycznych skarbach będzie za chwilę, teraz dalszy ciąg historii świątyni. Prawdziwie dobry czas rozpoczął się w 1920r., gdy lwowskim arcybiskupem został ksiądz Józef Teodorowicz. Od razu rozpoczął działania mające doprowadzić do odejścia od wpływów kościoła katolickiego i powrotu do ortodoksji ormiańskiej. Katedra miała stać się sercem tej części Lwowa, wokół niej powstał tzw. Zaułek Ormiański - niedaleko mieścił się klasztor Sióstr Benedyktynek Ormiańskich i Ormiańskie Muzeum Archidiecezjalne. Dobry okres skończył się wraz z II wojną światową - sowieci zamknęli katedrę wywożąc najcenniejsze precjoza do Erewania. Sam budynek i tak nie skończył najgorzej, umieszczono  tu bowiem magazyn obiektów sztuki sakralnej, miedzy innymi ikon. Kult ortodoksyjnego Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego powrócił do świątyni dopiero w 2000r. Od 2006r. prowadzi się powolne prace konserwatorskie, które rozpoczęły się od odnowienia witraży.

Pierwszy odnowiony witraż

   Z inicjatywy arcybiskupa Józefa Teodorowicza najpierw usunięto wszystkie dekoracje, które pojawiły się w świątyni w okresie narzuconego katolicyzmu. Okazało się, że pod nimi ukrywają się resztki wspaniałych ormiańskich mozaik i malatur, a także wyciosanych 
w kamieniu ormiańskich napisów i krzyży - chaczkarów. Do prac nad artystycznym wyrazem nowej świątyni zaproszeni zostali Józef Mehoffer i Teodor Axentowicz. Mehoffer był młodym, cenionym profesorem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, autorem projektów witraży do wawelskiej katedry i kolegiaty w szwajcarskim Fryburgu. Axentowicz był także profesorem krakowskiej ASP, dodatkowo miał ormiańskie pochodzenie, wcześniej wykonywał już prace dla Kapituły ormiańskiej i katedry lwowskiej. Trudność polegała na tym, że artyści musieli połączyć architekturę XIV i XVII- wiecznych części kościoła z ormiańskim wyrazem oraz sztuką XX wieku. Mehoffer miał stworzyć projekt mozaik i fresków do nawy głównej, kopuły 
i na stropy, a Axentowicz miał pracować nad ołtarzem głównym, amboną i mozaikami 
w centralnej absydzie. Współpraca z artystami jednak nieco się skomplikowała, a powodem były pieniądze, których artyści żądali za swe projekty. Tak więc do realizacji doszedł tylko projekt mozaiki wypełniającej kopułę, natomiast pozostałe mozaiki sklepienia prezbiterium zakupiono później w weneckich pracowniach. Mozaika Mehoffera oparta była na motywach Ewangeliarza Skewreńskiego z 1197r. Jest pełna emocji, nowoczesna w wyrazie artystycznym, ale... widziałam ją niestety później, tylko na zdjęciu, ponieważ wejście do prezbiterium pod kopułę jest niemożliwe.
Drewniany strop wykonano według innego projektu stworzonego przez Franciszka Mączyńskiego, jemu też powierzono w końcu projekt ołtarza głównego - powstał stół ołtarzowy, półkolista balustrada i tron biskupi.




    Wciąż nie wiadomo było jednak, jak ozdobić ściany katedry, której remont zbliżał się ku końcowi. Arcybiskup Teodorowicz był człowiekiem odznaczającym się wielkim zainteresowanie i znawstwem w dziedzinie sztuki i architektury. W 1925r. uczestniczył 
w wystawie artystycznej w warszawskiej Zachęcie. Zachwycił się tam nowatorskim cyklem malarskim Jana Henryka Rosena opartym tematycznie na "Złotej Legendzie" Jakuba de Voragine. "Złota Legenda" to słynny XIII-wieczny zbiór żywotów świętych spisany przez włoskiego dominikanina.Ten zbiór opowieści był bardzo często powielany i bogato ilustrowany miniaturami, które weszły do kanonu średniowiecznego malarstwa. Rosen nadał średniowiecznym historiom zupełnie nowy, modernistyczny obraz. To nowatorskie spojrzenie tak bardzo spodobało się Teodorowiczowi, że zaproponował artyście pracę nad polichromią 
w Katedrze Ormiańskiej. Wzbudziło to wielkie zainteresowanie wśród lwowian związanych 
z odnawianiem kościoła, wszak malarza Rosena nikt nie znał...Jednak upór arcybiskupa zaowocował przybyciem artysty do Lwowa w 1925r. Przez kolejne dwa lata pracował nad malaturą obejmującą wielkie tematyczne kompozycje i dekoracyjne elementy. Dużą trudność stanowiła architektura kościoła, na przykład układ okien, połączenie z ozdobnym stropem, jednak malowidła zostały tak dobrane i wykonane, że komentarz wśród późniejszych oceniających był jeden - tak miało to wyglądać, tak miało być...
   Kompozycje umieszczone są na trzech poziomach. Na samym dole znajdują się największe wielopostaciowe obrazy przedstawiające religijne sceny w ozdobnych obramowaniach. Powyżej znajdują się witrażowe okna, a między nimi polichromie przedstawiające świętych 
i proroków, na samej górze ponad oknami znajdują się malowidła przedstawiające kolejne sceny. Problemem w kościele jest światło, a właściwie jego brak, trudno jest przyjrzeć się dobrze szczególnie tym górnym fragmentom. Malarstwo charakteryzuje się roztartymi, jakby pozostawionymi za mgłą tłami, co nie ułatwia odbioru.
   Najważniejszą pracą Rosena jest malowidło ołtarzowe zajmujące absydę za głównym ołtarzem. Jak przystało na katedrę - absydę wypełnia królewskie purpurowe tło i pełzające blaski złoceń.  "Ustanowienie Przenajświętszego Sakramentu" przedstawia umieszczoną centralnie postać Chrystusa wznoszącego kielich eucharystyczny. Po obu stronach otacza Jezusa 11 apostołów ubranych na biało. Trzeba się dobrze przyjrzeć, aby zobaczyć dwunastą postać - po prawej stronie widoczna jest właściwie tylko jej ręka - to Judasz okryty ciemnym płaszczem, odwrócony 
i skulony.
                                                                                                                



   Pod oknem po prawej stronie znajduje się bardzo emocjonalne dzieło - " Ścięcie głowy św. Jana Chrzciciela". Martwe ciało świętego ledwo trzyma się na uginających się nogach, jego postać osłania tylko owcza skóra. Ze ściętej szyi sączy się światłość. Postać Jana otaczają aniołowie ubrani w barwne ornaty, jeden z nich -  z oczyma wpatrującymi się 
w stojącego przed obrazem - trzyma na tacy głowę świętego. 



    Okno ponad malowidłem wypełnia witraż - te szklane cuda są także autorstwa Rosena. Trzy medaliony we wnętrzu tego przedstawiają od góry: "Chrzest Chrystusa", "Świadectwo wiary uwięzionego św. Jana" i "Ścięcie św. Jana".


   Nad wejściem do kaplicy Najświętszego Sakramentu w niszy stoi figura Chrystusa Dobrego Pasterza wyrzeźbiona przez siostrę Rosena - Zofię Rosenównę. Otaczają ją postaci świętych męczenników. 


   Pod kolejnym oknem malowidło " Zwiastowanie Najświętszej Marii Panny" - wyrazista Maria ze złożonymi dłońmi w kobaltowej szacie stoi na przeciw anioła ubranego w czerwony strój liturgiczny, a w tle fragmenty starożytnej Jerozolimy i poszarzałe, stonowane postaci aniołów.

  

   Na łuku nad wejściem znajdują się namalowanie na czerwonym tle cztery postaci Cherubinów, ich skrzydła są fantastyczne. 


   Pod nimi postaci świętych niosą symbole darów Ducha Św. i siedmiu grzechów głównych. Pierwsza po lewej - mądrość z sową ma modną w latach 20-tych fryzurkę "na pazia".


   Ale kompozycją robiącą największe wrażenie jest malowidło " Pogrzeb św. Odilona". 
W pogrzebowym kondukcie niosącym ciało świętego na ramionach postaci realne przeplatają się ze zjawami odzianymi w zakonne habity i kaptury. Snują się one między żywymi nie będąc zauważone, co artysta pokazał używając do zaznaczenia nierealnych figur tylko jasnych konturów narysowanych mistrzowską kreską. Przedstawiona scena jest ciekawa także dlatego, ze według badaczy temat ten został tu przedstawiony po raz pierwszy w europejskiej historii sztuki. Św. Odilon żył w Xw. był opatem klasztoru benedyktyńskiego w Cluny, jemu przypisuje się wprowadzenie do tradycji kościelnej obchodów Dnia Zadusznego. Środkowy mnich niosący ciało Odilona spogląda jednak wyraźnie na pozaziemską zjawę...choć przecież jej nie widać, jego wzrok, spojrzenie pozostają 
w pamięci, nadają wyraz całej polichromii.



   Każda z postaci przedstawionych na polichromiach Rosena ma bardzo wyrazistą, współczesną twarz - artysta bowiem uwieczniał wielkich, znanych, zasłużonych, głównie mieszkańców miasta, ale nie tylko.

   W 1928r. sprowadzono do katedry weneckie mozaiki z Murano, wykonane według starych projektów Mehoffera, które wypełniły powierzchnię ściany ponad łukiem oddzielającym prezbiterium oraz pendentywy przy filarach. Na mozaikach pojawiają się na przykład ormiańskie krzyże - chaczkary w pięknych intensywnych kolorach. Bogata geometryczna mozaika pokryła też pozostałe fragmenty stropów. Te geometryczne plątaniny nawiązywać miały do średniowiecznych ormiańskich ornamentów zaczerpniętych z rękopisów, 
w których wśród figur pojawiają się stylizowane rajskie ptaki. Mozaiki na pendentywach przedstawiają postaci Cnót, wzory nawiązują do sztuki bizantyjskiej.



   W prezbiterium katedry znajduje się jeszcze jedna wielka polichromia przedstawiająca 
w nieoczywisty sposób scenę ukrzyżowania Jezusa, ale zamknięte balaski  skutecznie uniemożliwiają podejście do niej. Dla przeciętnego zwiedzacza niemożliwe jest także zobaczenie mozaik we wnętrzu kopuły. Zresztą muszę przyznać, że wrażenie, jakie robi wnętrze kościoła, sprawia , że i tak za jednym razem nie można ogarnąć i zapamiętać wszystkiego. Do tego kościół jest w sumie niewielki, ciasny, słabo oświetlony no 
i oczywiście pełen ludzi. Dlatego niełatwo tu o zrobienia przyzwoitego zdjęcia.
Artystyczne szczegóły...




   W 2015r. ukazał się bardzo ciekawy film przedstawiający historię kościoła i podjęte renowacje. Zobaczyłam na nim dokładnie to, czego nie mogłam dojrzeć na żywo. 
   Katedra Ormiańska we Lwowie to chyba jedna z bardziej zapamiętanych przeze mnie świątyń, być może dlatego, że lubię styl Młodej Polski, być może dlatego, że jest zaskakująca, nieoczekiwana, zupełnie inna, niż wszystkie. Mimo tłoku, mimo przepychanek, jest tu wyczuwalna atmosfera niezwykłości, już wystarczy spojrzeć na wyraz twarzy 
i oczy postaci śledzących nas z polichromii...A ksiądz, który występuje w filmie, bardzo chętnie wychodzi do grup turystów, sprawnie pousadza w ławkach, uciszy i da krótki koncert ormiańskiego kościelnego śpiewu...I takie wrażenia pozostają w głowie na długo...






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza